Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Haliny Olk Wieczorek


       W grudniu skończyły się roboty w polu i w lesie, wsadzili nas w pociąg i zawieźli do Krakowa do RGO, bo to był transport matek z dziećmi. Tam nas przydzielili do Łowicza, na wieś Rząsno, do p. Kozłowskiej, bo Warszawa nie była jeszcze wolna.
      Przed Bożym Narodzeniem wszyscy szli na Pasterkę. Matka nie miała ciepłego ubrania, bo z domu wyszła w sierpniu. Więc ubrali matkę w pasiak łowicki, a ja zostałam w domu. Chciałam wyjść do ubikacji za stodołę, a w budzie był pies. Zerwał się z łańcucha, tak mnie pogryzł, że do dziś mam szramy - pamiątki po wojnie - a miałam wtedy 12 lat. Przez tę wieś szła droga na Kutno, więc wojsko, które zdobyło Warszawę i szło na Berlin, zatrzymało się na kwaterze u gospodarza. Oficerowie w domu, a szeregowcy w stodole. Ci szeregowcy w nocy nawet ule rozebrali z głodu. Matka i córki spały w komorze, a drzwi zasłonięte były szafą, bo to była dzicz. Tylko ci oficerowie byli kulturalni. Rano poszli na polowanie i prosili, żeby zrobić im coś do zjedzenia z tego, co upolowali. Całe wojsko się najadło do syta - kuropatwy, bażanty i sarny. Na drugi dzień samochód wysłali po zaopatrzenie i benzynę. Jeden oficer powiedział, że za to jadło, kierowca ma matkę z synem zawieźć bliżej Warszawy. Gospodarz dał trochę jedzenia na drogę i pęczek słomy - włożył na samochód i pojechali. A ja zostałam. Matka po dwóch tygodniach przyjechała po mnie.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten