Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Ewy Osieckiej


foto

1 sierpnia  wybucha Powstanie. Całą noc leje deszcz. Ze wspomnień Mamy wiem, że nad ranem wpadło do nas 5 powstańców, chroniąc się przed Niemcami. Mama ich ukrywała przez kilka godzin, potem rozbiegli się pojedynczo, gdy obstrzał niemiecki ustał. Moi dwaj wujowie  walczą w Powstaniu, jeden z nich ginie pierwszego dnia w Alei  Szucha. Do domu przychodzą uciekinierzy ze zbombardowanych domów z Czerniakowa  i z innych dzielnic - jest razem 11 osób, wody już nie ma. Zasypuje się okna suteryn - tam będzie schron. Cenniejsze rzeczy, fotografie, pamiątki - sąsiedzi i Mama pośpiesznie zakopują w walizkach w ogródku. 2 września od rana zaczyna się straszliwa akcja Niemców na Sadybę. Wszyscy schodzą do piwnic. Bardzo boję się - mam przy sobie  ukochaną lalkę, dla której jedna z  pań, uciekinierek, zrobiła opaskę Czerwonego Krzyża. Dom chwieje się po każdym silniejszym wybuchu, gruz się sypie, huk, nie wiadomo co się dzieje. Pamiętam ciemność piwnicy, przerażenie i zbiorowe modlitwy, szczególnie "Pod Twoją obronę...". Ktoś krzyczy, że idą Niemcy. Mama ma jeszcze na tyle przytomności, że biegnie do mieszkania na górę i chwyta z szafy swoje zimowe palto (z myślą do okrycia w nocy, na parę dni!), trochę dokumentów (w tym bezcenny list od Tatusia z Kozielska), garnuszek, coś z żywności, lekarstwa. Jesteśmy spocone, półprzytomne z przerażenia. Jakiś mężczyzna chce zabrać mnie na ręce (żeby siebie ratować). Niemcy wpadają do piwnicy z granatami w rękach wrzeszcząc: "Raus, raus, schnell!". Wypędzają nas, zrywając zegarki, wyrywając cenniejsze rzeczy. Oczami przerażonego i zadziwionego zarazem dziecka patrzę na stojącego przy furtce Niemca, z karabinem, który ma na rękach aż po łokcie różne zegarki i wychodzącym z domu ludziom zdziera następne, także pierścionki.... Tuż obok domu na ulicy ogromne leje po pociskach; zaplątujemy się w pozrywane druty przewodów elektrycznych, zapadamy się w te leje. Nie poznajemy ulic- dymy, pożary, jęki. Wpędzają nas na wysepkę w Forcie Czerniakowskim. Niesamowite wrażenie, jeszcze dziś widzę obrazy:  oświetlone wnętrza fortu, gdzie Niemcy piją, bawią się, tańczą - przy muzyce grającego na pianinie Niemca w czapce; a obok tłum przerażonych ludzi, głównie kobiety i dzieci, i coraz wyraźniejsze w zapadającym zmierzchu groźne, czerwone od pożarów niebo nad Warszawą.  Robi się ciemno, zimno. Co z nami zrobią, czy  czeka nas tu śmierć? Po jakimś czasie każą nam iść i pod eskortą i razami kolb pędzą przez płonącą Warszawę, całą noc prawie: przez Służew, Okęcie, Ochotę, na Dworzec Zachodni. Noc piękna z księżycem  w pełni. Ja mam gorączkę i po drodze, w marszu zasypiam, ledwo żywą prowadzą mnie pod ręce  Mamusia i Hania. Z tej przerażającej drogi na całe życie pozostał mi też obraz  pola ze stojącą na nim stylową kanapą, oświetloną blaskiem  księżycowym zmieszanym z czerwienią łun pożarów. Wreszcie po okrążeniu Warszawy wiozą nas gdzieś - okazuje się, że do obozu w Pruszkowie.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten