Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Alicji Rzaczykiewicz


Kilka osób postanowiło uciekać. Znaleźli jakieś okienko i uciekali, a ja za nimi, jak ten bezpański piesek. Uciekaliśmy pod osłoną nocy. Dotarliśmy do Sochaczewa. W Sochaczewie Niemcy wyłapali uciekinierów z Warszawy i zamknęli nas w kinie. Niemcy zabronili ludziom z miasta przynosić nam jedzenie lub cokolwiek pod karą śmierci. Chcieli nas zagłodzić na śmierć za Powstanie. Po paru dniach ludzie z Sochaczewa wyprowadzili dzieci pod osłoną nocy. Mnie wzięła jakaś Pani, która miała już swoich troje dzieci. Wywiozła mnie na wieś do gospodarza Kapałko na wieś Sianna. Miałam być niby ich dzieckiem, gdyby pytali Niemcy, a tak naprawdę to musiałam paść krowy i pomagać w domu. Spałam na podłodze, na słomie i jakichś workach. Byłam ciągle głodna. Córka gospodarzy powiedziała, że jestem ich parobkiem, nie wiedziałam, co to słowo znaczy. Nie posłali mnie do szkoły. Kiedy zrobiło się zimno, uszyli mi spódnicę i płaszcz z jakichś szmat. Marzłam i dalej gryzły mnie wszy. Ciężko zachorowałam, miałam silną gorączkę, wtedy pamiętam, że półprzytomną umyli mnie i pierwszy raz położyli do łóżka. Pamiętam jak stali nade mną i patrzyli, czy jeszcze żyję i chyba wezwali lekarza. Przeżyłam.
     Kiedy przeszedł front, co było dla mnie nowym ciężkim przeżyciem, strachem nie do opisania, gdyż znów strzelali z karabinów i armatek, gospodarze nie oddali mnie do sierocińca, chociaż zbierano sieroty, ani nie posłali do szkoły, gdyż byłam im potrzebna jako służąca.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten