Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Jolanty Małgorzaty Dąbrowskiej (Markiewicz)


     W okresie okupacji hitlerowskiej zamieszkiwałam w Warszawie w dzielnicy Ochota przy ul. Sękocińskiej 16. Byłam jeszcze dzieckiem i przebywałam wraz z rodziną, tj. matką, bratem Bohdanem, babcią ze strony ojca Amelią Dąbrowską, dwiema ciotkami - siostrami ojca: Marią Dąbrowską i Zofią Dąbrowską, kuzynką sierotą Antonią Osińską i nianią Zofią Orłowską. Ojciec mój Stanisław Dąbrowski syn Franciszka i Amelii urodził się w 1897 r. w Warszawie. Był zawodowym oficerem w stopniu kapitana w Wojskowym Instytucie Geograficznym w Warszawie. We wrześniu 1939 roku trafił do niewoli sowieckiej i został zamordowany w Starobielsku.
     Bezpośrednio po wybuchu Powstania Warszawskiego cała nasza rodzina przebywała pod wskazanym adresem. W miarę nasilających się walk już w pierwszym dniu Powstania niemiecki pocisk artyleryjski uderzył w nasz dom i zniszczył część sąsiedniego mieszkania należącego do pań Dąbrowskich, których imion nie pamiętam. Były w średnim wieku, jedna z nich uczyła mnie francuskiego. Wiadome mi jest, że po upadku Powstania zostały one wywiezione z obozu w Pruszkowie do "Koncentrationslager Auschwitz" i tam zginęły.
     Od początku Powstania w naszym mieszkaniu przebywały koleżanki mojej matki, jedna z nich Antonina Maks wraz z mężem Józefem i córkami Zofią i Hanną lub Anną. Po Powstaniu znaleźli się oni w Niemczech. Maks występował pod nazwiskiem Wiśniewski. Antonina wróciła z Niemiec, ale tylko z córką Hanną lub Anną. Druga jej córka Zofia zginęła w wypadku w Niemczech. Antonina po wojnie zamieszkała w Łodzi, wkrótce zmarła na raka. Jej mąż Wiśniewski zmarł 15 grudnia 1944 roku w obozie Oranienburg. Wiadome mi jest o tym z listu, jaki napisała moja matka do obozu w Oranienburgu, do Józefa Wiśniewskiego noszącego numer obozowy 90091. List do miejsca naszego pobytu u Fritza Schitte w miejscowości Walbeck, kreis (powiat) Gardelegen powrócił z napisem o jego nie doręczeniu adresatowi i powiadomieniem o śmierci Wiśniewskiego w obozie i data jego śmierci. Nie wiem, gdzie ona obecnie zamieszkuje.
     Po kilku dniach Powstania moja ciotka Zofia wraz z siostrą Maksowej, której imienia i nazwiska nie znam wyszły z naszego mieszkania do sąsiedniego i wyglądały przez okno w kierunku mostu kolejowego i Dworca Głównego. Widocznie snajper niemiecki zauważył je i wystrzelił. Trafił obie. Jeden pocisk przebił zarówno głowę mojej ciotki jak i siostry Maksowej. Nadmieniam, iż obie one tyły równego wzrostu i stanęły w oknie przytulone do siebie. Miały rany na skroniach. Zginęły na miejscu. Zwłoki pochowano w podwórku na ogrodzie. Dalsze dnie Powstania spędzaliśmy w piwnicach naszego budynku.
     W dniu 10 sierpnia 1944 roku pojawili się Niemcy. Krzycząc "raus" wypędzili nas z piwnic na ulicę Sękocińską, a następnie na szosę prowadzącą do "Zieleniaka". Jednocześnie podpalili nasz dom wrzucając granaty zapalające do piwnic lub dokonując podpalenia w inny sposób.
     W drodze Niemcy i Ukraińcy odbierali od pędzonych różne wartościowe przedmioty, w tym zegarki. Na terenie "Zieleniaka" byliśmy stosunkowo krótko. Brat obawiając się represji oddał swój zegarek. Zostaliśmy wpędzeni do kolejki elektrycznej i w okropnym ścisku przewieziono nas do Pruszkowa i umieszczono w parowozowni.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten