Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Jolanty Małgorzaty Dąbrowskiej (Markiewicz)


Około 15 sierpnia byliśmy w obozie w Oranienburgu na placu apelowym. Tam spotkaliśmy matki siostrę Wandę Żarską wraz z córką Hanną. W Oranienburgu byliśmy krótko, około 19 sierpnia przewieziono nas do Bergen-Belsen. Tam umieszczono nas w ogromnych wojskowych namiotach. Znajdująca się w nich słoma była zmielona na sieczkę w postaci pyłu. Poddano nas upokarzającemu pobytowi we wspólnej łaźni połączonemu z dezynsekcją, która jednak nie likwidowała niczego, gdyż wszawica zdołała nas opanować. Okropne były doły kloaczne, do których łatwo można było wpaść. Ciągłe apele, podczas których było nas ciągle mniej, gdyż umierano. Słyszałam także o gazowaniu, bliższych szczegółów nie znam. Do listopada 1944 roku byliśmy w Bergen-Belsen. Kolejnym etapem był Braunschweig. Stamtąd skierowano nas do podobozu Lerthe. Zostaliśmy tam zewidencjonowani, sporządzono nam zdjęcia.
     Po dwóch dniach z Lerthe trafiliśmy do Walbecku. Matki z dziećmi umieszczono w spichrzu po zbożu. Podobno nie były jeszcze przygotowane baraki. Dozorował nas Fritz Schtte wraz SS-manami. Trwało to krótko i znaleźliśmy się w obozie w lesie. Była tam kopalnia soli, ale w wyrobiskach ulokowano fabrykę części samolotowych. Matkę zatrudniono w tej fabryce, dzieci pozostawały w barakach. Mieliśmy obowiązek zbierać chrust w lesie do opalania baraków, a także przynosić wodę do sprzątania w baraku.
     Obóz miał charakter międzynarodowy. Naszym obowiązkiem było utrzymywanie czystości, odrzucanie śniegu z traktów komunikacyjnych i przejść, przebierać warzywa.
     Jedna z więźniarek nie wytrzymała nerwowo i powiesiła się. SS-manka miała zwyczaj przychodzenia na pobudkę z psem policyjnym, którym szczuła więźniarki bez wyboru. Upatrywała kolejne ofiary. Opanowały nas insekty.
     Posiłki miały miejsce raz dziennie. Składały się z zupy z brukwi i kawałka chleba, bez różnicy dorosłym i dzieciom. Musiał wystarczyć na cały dzień.
     O szczegółach pobytu w obozie można by mówić wiele. Wyzwolenie obozu nastąpiło w końcu kwietnia 1945 roku przez wojska angielskie.
     Wracając do spotkania z moją ciotką Wandą Żarską z jej córką Hanną na placu apelowym w Oranienburgu stwierdzam, iż ciotka była wówczas chora na dyzenterię. Otrzymała ona od mojej matki lub niani krople miętowe, które być może uratowały jej życie. Z Oranienburga wędrowaliśmy już razem przez wszystkie obozy.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten