Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Hanny Marii Żarskiej (Szczepańskiej)


     Przed wojną oraz w czasie okupacji mieszkałam z rodzicami, a właściwie w czasie okupacji z matką w Warszawie przy ul. Grójeckiej 40a m. 16. Ojciec mój zginął na Wschodzie w Starobielsku. W chwili wybuchu Powstania Warszawskiego 1 sierpnia 1944 roku - miałam skończone 12 lat i ukończoną szkołę powszechną. Od chwili wybuchu Powstania razem z matką i mieszkańcami tej kamienicy przebywaliśmy w piwnicy. Dnia 2 sierpnia w godzinach popołudniowych nastąpił wybuch pocisku z "tygrysa" w budynku obok przy Grójeckiej 40. Niemcy wpadli do piwnicy strzelając i kazali nam opuścić budynek. Chowałam się ze strachu za matkę. Przeprowadzono Polaków z okolicznych domów na dziedziniec Domu Akademickiego przy pl. Narutowicza. Na dziedziniec ten przyprowadzono mnóstwo wysiedlonych wcześniej osób. Niemcy kazali nam klęczeć na ziemi pod groźbą pistoletów przygotowanych do strzału. Zgromadzono tam około 300 osób i na dziedzińcu przebywaliśmy aż do zmroku. Potem przepędzono nas do sali balowej. Selekcjonowano ranne osoby, których gdzieś odprowadzono. W tej sali balowej leżeliśmy pokotem bez wody i jedzenia. Raz na dobę wyprowadzano nas do ubikacji. Każdy miał przy sobie trochę jedzenia, ale nie mieliśmy nic do picia. W tej sali przebywaliśmy aż do 9 sierpnia. Stamtąd zabierali niektórych ludzi mówiąc, że mają iść do pracy. Tych ludzi, którzy zostali zabrani rzekomo do pracy popędzono przed czołgami na pozycje powstańców, którzy służyli za tarcze. 
     9 sierpnia przepędzono nas na "Zieleniak" aż do rogu Opaczewskiej, popędzając strzałami oddawanymi do uformowanej z Polaków kolumny. Wewnątrz "Zieleniaka" pilnującymi nas byli mężczyźni o wschodnich rysach w niemieckich mundurach i rewidowali każdą osobę po kolei zabierając wszystkie wartościowe rzeczy. Rozdzierali ubrania, a nawet rozbierali do naga poszukując biżuterii. Koło mnie zastrzelili kobietę w ciąży, bo nie chciała się rozebrać. Przepędzono nas w głąb Zieleniaka i tam już w budach byli ukryci ludzie, których wcześniej Niemcy wyrzucili z domów. Pilnujący nas Kałmucy na Zieleniaku poszukiwali młodych dziewczyn w celu dokonywania gwałtów. Starsi ludzie chowali nas, chcąc uchronić przed ich bestialstwem. Ta noc była koszmarna, cały czas słychać było nieludzkie krzyki. Rano wypędzono nas i utworzono kolumnę i pędzono ulicą Opaczewską. Po drodze widziałam spalone ciała ludzi, matka zakrywała mi oczy. Widok był straszny. Zapędzono nas na dworzec i załadowano do wagonów kolejki i wywieziono do Pruszkowa.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten