Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Bohdana Lewandowskiego


foto

W 1949 r. rozpocząłem naukę w gimnazjum elektrycznym w Żyrardowie. W tym czasie, ustanowiony przez sowietów reżim, ujawnił swoje prawdziwe oblicze. Już w pierwszej klasie, nasz nauczyciel geografii, zniknął nagle bez śladu, ponieważ kilkakrotnie wspomniał o utraconych polskich terenach na wschodzie. Rychło wszystkie dzieci wiedziały, że należy unikać słów Lwów, Wilno, Wołyń, Piłsudski, Anders. Najgorszy był Katyń. Słowa tego nie można było używać w żadnym kontekście.

W drugiej klasie, dwaj chłopcy z mojej klasy, nieco starsi ode mnie, przestali przychodzić do szkoły. Rodzice bezskutecznie ich szukali. Dopiero po miesiącu okazało się, że są aresztowani. Po kilku miesiącach, niespodziewanie, spotkałem moich kolegów na stacji kolejowej w Grodzisku, skutych kajdanami, w więziennych ubraniach i w butach z drewnianymi podeszwami. Uzbrojeni milicjanci, z psem, prowadzili ich z grodziskiego więzienia do pociągu w kierunku Warszawy. Po wielu miesiącach chłopcy zostali zwolnieni z więzienia, ale do szkoły nie wrócili.

W czasie wakacji mieliśmy obowiązkowe, miesięczne praktyki zawodowe. W 1950 r. odbywałem pierwszą praktykę w Zakładzie Energetycznym, na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Pracowaliśmy przy naprawie sieci i instalacji, we wsi Rzeczyca koło Głogowa, zamieszkałej przez przesiedleńców ze wschodu. Ludzie, u których pracowaliśmy, nie mogli nas zgodnie z umową wyżywić. Żywności brakowało w całej Polsce.

Mieszkaliśmy w szkole, w pobliżu opuszczonego przez Niemców wielkiego dworu, a właściwie pałacu. Obok, w folwarku, pracowało kilkudziesięciu jeńców niemieckich, których nadzorowali żołnierze sowieccy.

Piękne pomieszczenia pałacu, niedawno użytkowane, były doszczętnie ogołocone. Pozostały tylko wspaniałe piece z majolikowymi kaflami, przedstawiającymi sceny myśliwskie. Artystyczne parkiety i wyrwane drzwi używane były przez żołnierzy na opał.

W następnym roku byłem na praktyce w fabryce samochodów ciężarowych w Starachowicach. Zbudowana przed wojna wielka fabryka, robiła imponujące wrażenie. Końcowy montaż samochodów STAR-20, odbywał się na taśmie.

W 1952 r. praktykę odbywaliśmy w warszawskim przedsiębiorstwie elektryfikacji rolnictwa. Razem ze studentami Politechniki, pracowaliśmy przy elektryfikacji podwarszawskich wsi.

W czasie wakacji 1953 r. rozpocząłem stałą pracę, mimo że jeszcze nie ukończyłem szesnastu lat. Żyliśmy w takiej biedzie, że niewielkie zarobki wydawały się realizacją marzeń, a dalsza nauka niepotrzebna. Niestety, szybko ujawniła się mizeria dochodów, a także praca przebiegała nie bez zakłóceń.

Pracowałem cały czas w Warszawie, dojeżdżając z Grodziska pociągiem.

Po kilkunastu latach zdałem maturę i ukończyłem studia na Politechnice Warszawskiej. Do mojego miasta, do Warszawy, udało mi się powrócić dopiero w 1980 r.

Koszmar okupacji i ciężar lat powojennych, stale, mocno tkwi w mojej świadomości. Mimo tak wielkiego upływu czasu, nigdy nie wyzbyłem się dotkliwej pamięci tamtych wydarzeń.

 

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten