Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Zygmunta Waltera


foto

A jak się panu ułożyły relacje z rodzeństwem. Bo pan był najstarszy.
    
Proszę pana, mogę powiedzieć tak, ja zawsze uważałem za swój obowiązek, że dokąd muszę i dokąd mogę, to powinienem pracować i pomagać matce w utrzymaniu nas wszystkich. Siostra dostała się na Politechnikę Krakowską i studiowała, z sukcesem zresztą, bo skończyła tę Politechnikę. Brat dostał się na Politechnikę Gliwicką. W końcu ktoś musiał tej matce pomagać. I na końcu, jak już się to wszystko trochę poukładało, jak ja już pracowałem na stanowisku dyrektora i zarabiałem na tyle, że mogłem sobie życie ułożyć i matce jeszcze dalej trochę pomóc, to rozpocząłem zaoczne studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, który ukończyłem uzyskując tytuł magistra. Ale to już w wieku wysoce dojrzałym. Ale skończyłem.
A jak długo mieszkał pan w Krakowie?
    
W Krakowie mieszkaliśmy od 1945 roku, ja osobiście do 1949. Bo potem wyemigrowałem do Warszawy na własne śmiecie, pracowałem w Spółdzielczości Pracy, liczyłem na mieszkanie. No, niestety z mieszkaniem nie wyszło, wróciłem do Krakowa. W rezultacie ożeniłem się, ale ciągnęło mnie do tej Warszawy wszystkimi możliwymi sposobami i wynająłem pokój w Legionowie, pracując wtedy w Zakładach Drzewnych w Łomiankach.
    Potem rozpocząłem pracę w Wojewódzkim Zarządzie Handlu, to jest organ Wojewódzkiej Rady Narodowej na ul. Filtrowej, no i tam wreszcie się dochrapałem pierwszego mieszkania w Warszawie po wojnie, przy ulicy Sapieżyńskiej. To był pokój z kuchnią, gdzie się wprowadziłem z żoną i z synem, i gdzie się urodziła nasza córka.
Przywiązanie do Warszawy było aż tak duże, że koniecznie pan chciał w Warszawie żyć.
    
Przywiązanie było i do Warszawy i do Lwowa. Tyle, że do Warszawy było możliwe w realizacji, a do Lwowa... jest, jak jest.
A w Krakowie jakoś się pan nie zadomowił.
    
Ja muszę panu powiedzieć tak. Piękne miasto, piękna historia, ale to nie jest środowisko, w którym ja się mogę dobrze czuć. To są ludzie, którzy przede wszystkim widzą pieniądze, widzą status majątkowy, widzą status środowiskowy, a ten jeden człowiek to jest na końcu. Ja nie mam do nikogo żadnych ans, mam wielu przyjaciół w Krakowie, kolegów, których cenię, szanuję, ale... Tak, jak za granicę wyjeżdżałem, to liczyłem dni, odcinałem centymetry, kiedy wrócę. No, brakuje mi tego powietrza warszawskiego. Niech to będzie chamstwo, niech to będzie cwaniactwo, niech to będzie... ale to jest swoje. Tak to czuję. Nie wiem czy dobrze, ale... chyba nie ja jeden.
     Miałem propozycję wyjazdu do Australii, łącznie ze sfinansowaniem kosztów, nawet powrotu, gdybym się rozmyślił. Ale byłem trzy miesiące w Szwajcarii u chrzestnych rodziców córki. I muszę panu powiedzieć, że naprawdę liczyłem dni, kiedy wrócę. Mimo, że było mi dobrze. Nie miałem żadnych problemów, żadnych kłopotów, to jednak liczyłem dni, kiedy wrócę. To jest tak, jak powiedzmy Lwów. Do Lwowa bardzo długo nie jechałem, nawet wtedy, kiedy już miałem możliwości. Bo się bałem, jak to przyjmę.
Ale w końcu pan pojechał, tak?
    
W końcu pojechałem, to było w 2001 roku i muszę panu powiedzieć, że wróciłem chory, jak zobaczyłem jak wygląda miasto, i w jakim stanie jest nasza dawna kamienica. Ale to nie zmienia postaci rzeczy, że jak mi się nadarzy jeszcze za tego życia okazja, to pojadę tam jeszcze raz. Nawet na czworakach.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten