Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Danuty Podruckiej (Pastuszyńskiej-Szpądrowskiej)


      Stamtąd uwolnili nas Rosjanie, od których dostaliśmy niemiecki wóz z koniem. Mój ojciec był taksówkarzem warszawskim i nigdy nie miał do czynienia z końmi Na szczęście ojciec tej drugiej rodziny był piaskarzem i umiał powozić.
      Tak szczęśliwie dojecha1iśmy do Warszawy. Ja dziesięcioletnia Danusia Podrucka, mój szesnastoletni brat Julian Podrucki z rodzicami Walerią i Bolesławem Podruckimi. Zaraz udaliśmy się do domu na ul. Lubelską. Niestety został on doszczętnie spalony. Na jednej ze ścian był ogromny napis: Podruccy u Gebera w pralni Lubelska 15/17.
     
Właściciele pralni pozwolili nam zamieszkać na poddaszu portierni. Pamiętam, że spałam pozwijana, w dziecinnym łóżeczku, z którego wystawały mi nogi na parapet. W dzień moczyłam nogi w obierzynach i zielsku, bo nie chciały mi zejść strupy po odmrożeniach. Karmiono mnie chlebem ze smalcem, jak się później okazało, zrobionym z psa. W tamtych czasach nie było penicyliny.
      Niedługo po powrocie do Warszawy zmarła mamusia na uremię. Była wycieńczona i zaziębiona. Podczas pobytu w obozie w ukryciu przed mężem oddawała nam swoje porcje żywności. Zmarła w l kwietnia 1945 roku w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych. Ostatnią podróż, u boku trumny ze zwłokami kochanej mamusi przeżyłam tragicznie. Dożywiała nas swoją porcją chleba, dopóki tatuś tego nie zauważył i zaczął pilnować, żeby zjadała całą porcję.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten