Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Leszka Łachety


Niemcy znowu nas sformowali w kolumnę, było pusto, ciemno i cicho. Szliśmy po „kocich łbach", wzdłuż drogi wysokie drzewa, dalej małe, ciemne i ciche domki w ogródkach. Po lewej stronie znajdował się cmentarz, dalej dość duży plac, przy nim piętrowe domy i odchodzące w bok uliczki.
     Doszliśmy do jakiegoś kartofliska, tu mieliśmy spać. Eskorta miała karabiny, furażerki i nieznane mi mundury. Nie był to Wehrmacht, SS, ani Żandarmeria, podobno Schupo. Matka zapytała stojącego najbliżej Niemca, czy byliśmy w Polsce, czy w Niemczech. Odpowiedział, że w Sochaczewie. Nie wierzyliśmy, cały dzień i pół nocy jazdy i byliśmy tak blisko Warszawy. Matka miała w okolicy rodzinę i znała Sochaczew sprzed wojny, więc tym bardziej nie wierzyła Niemcowi. Ale zaczęły się ukradkiem zbliżać do nas miejscowe kobiety, które potwierdziły tę informację. Przyniosły chleb, kawę i słowa otuchy. Matka zapytała o swego dalekiego krewnego znając tylko jego nazwisko i to, że był stary, głuchy i prowadził przed wojną zakład kamieniarski. Jedna z miejscowych kobiet stwierdziła, że wiedziała, o kogo chodzi i ofiarowała się nas tam zaprowadzić. Uciekliśmy z kartofliska, zabierając ze sobą znajomą z Powiśla z dwoma córeczkami. Obudzony w nocy rzekomy krewny okazał się zupełnie obcym człowiekiem, noszącym tylko to samo nazwisko Gajewski. Dowiedziawszy się, kim jesteśmy, zatrzymał nas u siebie. Znał tego matki krewnego, twierdził, że jednego z jego synów poszukiwało gestapo, że idąc tropem nazwiska byli i u niego. Gospodarze częstowali nas „czym chata bogata" i układali do własnych łóżek, dali czystą pościel. Rano stwierdziliśmy, że zostawiliśmy gościnnym gospodarzom wszy. Przepraszaliśmy, chcieliśmy zapłacić za wszystko, ale gospodarze nie chcieli słyszeć. Niemcy zgromadzili nasz transport na rynku i szukali tych, co w nocy uciekli. Mieliśmy być rozwiezieni do pracy w okolicznych gospodarstwach polskich i niemieckich. O pozostaniu w Sochaczewie bez zameldowania i kartek żywnościowych nie było mowy, to jednak nie Warszawa, a od wybuchu Powstania Niemcy wzmogli represje.
     Trafiliśmy na wieś Suchą do Polaków. Ziemi sporo, inwentarza też, ale do pracy były tylko trzy kobiety i stary już gospodarz. Dostaliśmy kwaterę w „Komorze", trochę słomy na podłogę i ze dwa stare podarte koce. Razem z jakąś babcią „na alimencie" mieliśmy tu spać sześć osób. Po skromnym obiedzie szliśmy od razu w pole zbierać wyredlone przez gospodarza kartofle. Wszystkim rządziła znacznie młodsza od męża gospodyni, straszna przy tym jędza dla swoich i obcych. Nam wypominała, ile to straciła na owocach i warzywach przez to, że „nam się zachciało Powstania". Ja, jako jedyny z darmowych parobków „mężczyzna", rąbałem drzewo na opał. Po kilku dniach przyjechała z Warszawy rodzina gospodarzy. Był z nimi młody, fajny chłopak, który zastawszy mnie przy rąbaniu drzewa, wyręczył mnie w tej robocie i wypytywał o Powstanie i stosunki z gospodarzami. Zjawiła się gospodyni i mówiła coś „odpowiedniego". Otrzymałem taki opeer, że miałem ochotę bić brawo. Chłopak zapytał, odkąd ciocia volksdeutschka i dziwiła się, że jej jeszcze nasi nie ogolili.
     Nastąpiły korzystne zmiany, dostaliśmy lepsze jedzenie i dodatkowe koce. Chodziliśmy dalej w pole, ale chłopak odpowiednio organizował i rozkładał robotę. Na północy było lotnisko, na zachód baza remontowa czołgów, chodziłem z warszawiakiem podglądać startujące i lądujące samoloty, buszujące po remoncie czołgi, liczyliśmy je.
     W końcu września, gdy płonęły wsie Kampinosu, przechodziłem z matką zieloną granicę do rodziny w Iłowie, znajdującym się na ziemiach wcielonych do Rzeszy. Zebrało się tu kilka kobiet z Powstania, znów byłem sam między nimi. Kilkakrotnie pokonałem ponad 20-kilometrową trasę do Sochaczewa bocznymi drogami i ścieżkami przez pola i laski ze szmuglem. Chodziliśmy we dwójkę z Celinką, moją dziewiętnastoletnią wujenką od marca 1944, a od sierpnia już wdową.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten