Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Anieli Czarneckiej


  MUZEUM HISTORYCZNE M. ST. WARSZAWY

E. 121

Relacja Anieli Czarneckiej dotycząca wypędzonej matki z 9-letnim dzieckiem

     [...] Mieszkaliśmy w czasie okupacji i przez parę lat później w Milanówku i byliśmy świadkami rozlicznych przejść osób wysiedlonych. Otóż malutkie nasze trzypokojowe mieszkanie mieliśmy wypełnione znajomymi i nieznanymi zupełnie osobami, przy tym dwoje naszych dzieci i troje przybyłych z Warszawy były wszystkie chore. Późną jesienią 1944 roku, wieczorem mój mąż wyszedł na dworzec i tam na peronie zauważył młodą kobietę z dziewięcioletnim synkiem. Ponieważ było chłodno i oboje tulili się do siebie, podszedł i zapytał, czy czekają tu na kogoś? Pani odpowiedziała, że miała skierowanie na pobyt do jakieś wsi w Łowickiem koło Głowna, ale pociąg miał odejść wczesnym rankiem, musieli tu przeczekać noc, bo nie mieli tu nikogo znajomego. Mąż zaprosił na nocleg do domu, co było przyjęte z najwyższą wdzięcznością. Okazało się, że pani ta była żoną jednego z dyrektorów PKO. Mąż jej zginął w Powstaniu Warszawskim, a ją z dzieckiem przewieziono wraz z innymi wysiedlonymi do obozu w Pruszkowie. Tam oboje ciężko zachorowali: syn na zapalenie płuc, a ona zdaje się na tyfus. Przechorowali coś około 6 tygodni i otrzymali skierowanie na pobyt, jak już podałam w Łowickie. Proponowaliśmy, żeby zatrzymali się w Milanówku, pani wahała się, ale mówiła, że na wsi łatwiej o żywność, a oni nie mieli żadnych zapasów gotówki, czy odzieży, bo to, co miała przy sobie, zginęło w czasie choroby. Przenocowali u nas, byli szczęśliwi, bo jak mówiła synek pytał, czy naprawdę leżą w łóżku? Rano wyjechali i wkrótce otrzymaliśmy rozpaczliwy list, że trafili do najbiedniejszej wsi, niczego nie mogli dostać, ludzie ulokowali ich w stodole na słomie, patrzyli wilkiem i w niczym nie chcieli pomóc. Synek był słabiutki po chorobie, blady, chwiał się, nie miał tam żadnych widoków poprawy zdrowia, jak widać było z ostatniego listu, który otrzymaliśmy.
     U nas mieszkali wysiedleni artyści - malarze, którzy rozporządzali jakimiś środkami na pomoc dla dzieci, kilka razy zorganizowaliśmy składkę, w której otrzymywaliśmy od nich jakieś „większe" sumy i przekazywaliśmy pod właściwy adres. Ostatnio przyjechała nieznana kobieta z listem od pani Otoroskiej, która nie mogła sama przyjechać z powodu choroby synka, zabrała składkę dla pani Otorskiej, ale wkrótce nastąpiło wyzwolenie i pieniądze okupacyjne zostały wycofane z obiegu. Niestety, nie byliśmy w stanie pomóc pani Otorskiej i kontakty zerwały się. Nie mieliśmy potem żadnych wiadomości.

 

List J. Otorskiej matki 9-letniego Zbyszka do państwa Czarneckich

                  

Wielce Szanowni i drodzy Państwo

     Serdecznie dziękuję za list, który otrzymałam w sam dzień Wigilii, była to dla nas taka radosna gwiazdka, zwłaszcza, że już zupełnie straciłam nadzieję listownego kontaktu z Państwem, przypisywałam to nieścisłości w adresie.
     Proszę mi wybaczyć, że natychmiast nie odpisałam, ale naprawdę nie zawiniłam. Zbyszek znów się bardzo poważnie zaziębił, prawie, że przeszedł zapalenie płuc. Szalałam wprost z rozpaczy, dziecko miało 40 stopni gorączki na tym barłogu ze słomy, bez opieki lekarskiej, gdyż do lekarza powiatowego przeszło 10 kilometrów i tak mi choruje niemalże do tej chwili, dziś właśnie mam go wziąć po raz pierwszy na mały spacer. A teraz dzielę się z Państwem swoim największym zmartwieniem, jakiekolwiek przeżywałam w swym życiu. Otóż Zbyszek ma teraz w lewym płucu ognisko, lekarz każe jak najintensywniej teraz odżywiać, bo może być bardzo źle, i tu zaczyna się moja najstraszliwsza męka, jestem tak bezradna i już zupełnie tracę chęć do życia, bo w żaden sposób nie podołam temu. Pisząc to do Państwa po raz pierwszy dopiero o tych rzeczach tak szczerze mówię, gdyż wiem, do kogo mówię. Zaciągnęłam wobec Państwa tak wielki dług wdzięczności, który przede wszystkim, pierwszy jak mi Bóg da przeżyć, postaram się spłacić. Dosięgło mnie to, czego się tak bardzo zawsze dla swego dziecka bałam, chroniłam go nawet od niezdrowego oddechu, a teraz mi tak ciężko zachorowało.
     Lekarstwa, jedno 240 zł, drugie 148 zł. Wszystko to dla nas niedostępne. I co mam robić, błagam już teraz o radę, mam tylko Państwa teraz z bliskich mi i życzliwych, bo tu jestem w otoczeniu ludzi prostych, ale, u których serca doszukać się tylko można za pomocą pieniędzy. Jest tu taki napływ uchodźców, że każdy z nas jest dla nich jednym więcej przekleństwem. Przysięgam na Boga, że dziecko moje nawet na tydzień szklanki mleka nie dostaje, o okrasie nie ma nawet mowy, tak, że uważam to wszystko jest bezowocne, by przetrwać. To też przed Państwem nie mam już prawa nawet zasłaniać się bodaj odrobiną dumy i błagam, ratujcie mnie według swego serca.
     Nie rozporządzam żadną gotówką, nie mam tak dla siebie jak i dziecka nawet zmiany bielizny, śpimy na słomie przykryci tylko moim paltem. Jesteśmy teraz na końcu wsi zgrupowani 10 osób, pali się tylko gałązkami, które trudno znaleźć, bo nie ma tu lasu, żeby ugotować nawet odrobinę wody, trzeba się tak strasznie namęczyć, bo nie mam ani garnuszka. Ach Boże, Boże, co za męka straszna, skąd wziąć siły.
     Jakże bardzo przepraszam, że tak ubolewam nad sobą, to już wygląda prawie że na natrętny szantaż - błagam, proszę mnie rozgrzeszyć choćby dlatego, żem taka sama, a teraz taka biedna.
     Korzystam z grzeczności współlokatorki, bardzo też proszę o napisanie do mnie o wszystkim, ale w zaklejonej kopercie, gdyż tu jak wszędzie na wsi największym urozmaiceniem życia dla ludzi jest plotkarstwo. Ja sama przyjechać nie mogę ze względu na osłabienie synka - teraz on już niepodobny do tego, co był dwa miesiące przedtem. Kończąc, błagam o pamięć i opiekę nad nami i pozdrawiam serdecznie wszystkich                                         

                                               życzliwa i wdzięczna   J. Otorska

6 stycznia 1945 roku

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten