Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Jadwigi Sawczuk


Zbliżał się wieczór, a deszcz nie ustawał ani na chwilę. Skierowaliśmy się na Podkowę Leśną, ale w drodze tuż przed osiedlem była wąska droga przez wysoki las. Perszerony i platforma nie przecisnęłyby się. Pożegnaliśmy Bawarczyka i dalszą drogę odbyliśmy pieszo.
     Najmniejsze dzieci niosłyśmy na zmianę, starsze szły same. Zmoknięci do nitki już o zmroku stanęliśmy przed willą państwa Piotrowskich i dowiedzieliśmy się, że zostali wysiedleni, a w tej willi miał kwaterę jakiś wyższy oficer niemiecki. Właściciele zaś znaleźli chwilowo schronienie u znajomych w drugim końcu osiedla. Poszliśmy tam. Po drodze nie udało się nam znaleźć wolnego kąta. Całe osiedle było przepełnione uchodźcami z Warszawy. Mieszkania, kuchnie, strychy, łazienki, komórki - wszystko zajęte. W końcu znaleźliśmy rodziców Hani. Gościnni gospodarze umieścili naszą gromadkę na strychu, gdzie była sucha słoma, użyczyli suchych ręczników. I tu bardzo przydało się wino wyniesione z Warszawy. Każdy z nas, a przede wszystkim dzieci, dostały łyk wina.
     Na drugi dzień zastanawialiśmy się, co dalej? Podobno w Piasecznie urzędowała placówka RGO, która ułatwiała dalsze wyjazdy. Udałam się tam i uzyskałam możliwość wyjazdu do Krakowa dla całej naszej gromadki. W Krakowie RGO zaopiekowało się nami bardzo serdecznie, nakarmiło, dało czystą odzież, umożliwiło kąpiele, dezynsekcję i umieściło nas w gmachu szkolnym przy ulicy Pędzichów 13. Nasz zespół pracowniczy uległ likwidacji. Część pań na czele z dyrektorką panią Lewińską, podjęło pracę w Referacie Opieki nad Dzieckiem RGO przy ulicy Krowoderskiej.
     W sposób niezwykle energiczny przystąpiły one do otwierania nowych placówek opieki nad dziećmi (Dom Dziecka) na terenie województwa krakowskiego, tworząc w ten sposób podwaliny pod sieć państwowych i świeckich domów dziecka, gdyż do tej pory wszystkie tego typu placówki w województwie były w rękach zakonnych. W tym czasie powstały na terenie województwa z inicjatywy tego zespołu następujące placówki:
1. Kraków, ul. Krupnicza - Internat dla dziewcząt
2. Kraków, ul. Dietla - Internat dla chłopców
3. Kraków, ul. Krowoderska 71 - Żłobek dla dzieci
4. Kochanów, powiat Kraków - Dom Dziecka
5. Kościelisko koło Zakopanego - Dom Dziecka „Anusia"
6. Zakopane - Dom dla dziewcząt „Jasna"
7. Sromowce Wyżne, powiat Nowy Targ - Dom Dziecka „Dworek Cisowy"
8. Zakopane - Internat dla chłopców „Modrzejów"
9. Porąbka, powiat Żywiec - Prewentorium dla dzieci
10. Rudno koło Krzeszowic powiat Chrzanów - Dom Dziecka
11. Zabrzów, powiat Wadowice - Dom Dziecka
12. Harbutowice, powiat Wadowice - Dom Dziecka
     Ja natomiast zostałam kierowniczką placówki dla dzieci, z którymi przyjechałyśmy do Krakowa. Zespół dziecięcy powiększał się stale. Zaistniała konieczność skompletowania kadry pracowniczej i szukania nowego lokalu, gdyż jedna, wprawdzie duża sala szkolna, nie wystarczała. Dzięki pomocy RGO przydzielono nam lokum w gmachu szkoły przy ulicy Siennej 11, gdzie placówka pod nazwą „Hotelik dla dzieci" przebywała bardzo krótko, to jest do uruchomienia szkoły, której gmach był własnością. W początkach 1945 roku przeniesiono nas do budynku domu starców przy ulicy Krowoderskiej 7. Przydział na ten z kolei obiekt z datą 12 lutego 1945 roku otrzymałam od Przewodniczącego Miejskiej Komisji Lokalowej Bolesława Drobnera. Nawiasem mówiąc, przez cały okres pobytu mojej placówki na Krowoderskiej toczyła się walka o lokal, gdyż staruszki i ich opiekunowie Ojcowie Reformaci dążyli do usunięcia nas, walcząc nie przebierali w środkach. Odbyło się szereg rozpraw sądowych. Wyniki były dla nas pozytywne. Odraczanie eksmisji umieli uzyskiwać adwokaci tej miary, co dr Konstanty Grzybowski, czy mecenas Józef Skąpski.
     Z chwilą przeprowadzenia się do nowego lokalu i zgodnie z przeznaczeniem placówki jako punktu zbiorczo-rozdzielczego dla dzieci, placówka moja przybrała nazwę „Pogotowie Opiekuńcze dla dzieci". Na ulicy Siennej dzieci spały na siennikach, wypchanych słomą, leżących wprost na ziemi. Nowy lokal pozwolił na podjęcie myśli o lepszym urządzeniu się. Kilkanaście łóżek otrzymałam z byłego magazynu koszar poniemieckich, przeważnie piętrowych, zaś o resztę staraliśmy się we własnym zakresie. Starsi nasi chłopcy, przeważnie sprytni warszawiacy, myszkowali po składach starego żelastwa, po opuszczonych lokalach i ściągali łóżka nadające się do użycia. Odczyszczali je drucianymi szczotkami i w ten sposób kompletowaliśmy sypialnie. Jeszcze na jesieni 1944 roku dowiedziałam się, że RGO w Piasecznie (?) rozporządzało dużą ilością pościeli wywiezioną z Warszawy przed jej paleniem przez Niemców. Pojechałam tam zaopatrzona w odpowiednie pisma z Referatu Opieki nad Dzieckiem RGO i uzyskałam duży przydział materacy, kołder, poduszek oraz naczyń kuchennych. Żywienie wprawdzie było bardzo skromne, ale wystarczające jak na owe czasy, zabezpieczało RGO ze swoich magazynów.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten