Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Wiesława Zorgiera


     To był koniec sierpnia lub początek września 1944 roku. Na naszą ulicę Ogólną przyjechały motocykle i samochody pełne Niemców. Jak szarańcza rozbiegli się na wszystkie strony i wśród okrzyków oraz brutalnego popędzania kolbami karabinów wypędzali wszystkich na ulicę. W ciągu paru minut zostaliśmy wypędzeni z domu i zostawiliśmy cały dobytek. Kolumnę popędzono w kierunku ulicy Elbląskiej, gdzie połączyliśmy się z kolumnami idącymi od strony ulicy Powązkowskiej. Olbrzymie masy ludzi zostały skierowane na zachód w kierunku Wawrzyszewa, do którego dotarliśmy przed wieczorem. Byliśmy wolni. Za nami kłębiły się dymy świeżo wznieconych pożarów. Przez całą noc widzieliśmy wielką łunę. „Germańskich Neronów" pewnie cieszył ten widok, ale my popłakiwaliśmy, bo to płonęły nasze domy, podpalone ze zbrodniczą premedytacją, podpalone bez walki.         
      Z Warszawy wyniosłem zawiniętą w prześcieradło pierzynę, która w czasie całego Powstania zawsze była przygotowana do transportu. Matka niosła tobołek z ubraniem oraz koszyk z elementarnym wyposażeniem kuchennym. Pięcioletnia siostra chyba nic nie niosła, bo przez całą drogę opłakiwała swoją ukochaną lalkę. Wartościowsze rzeczy i ubrania zakopaliśmy wcześniej w ogródku za domem w obawie przed pożarem. Daremny to był trud, o czym przekonałem się nieco później.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten