Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Stefana Marczaka


     Po około 40-to kilometrowym marszu straszliwie wyczerpani i zmęczeni weszliśmy około godziny 21.00 do bramy obozu przejściowego w Pruszkowie. Eskorta kolumny, po porozumieniu się z oczekującymi przy bramie żandarmami, zaprowadziła nas w okolice bocznic kolejowych, gdzie rozkazano nam wchodzić do stojących tam wagonów towarowych. Ludzie padali wprost ze zmęczenia. Wagony zapełniły się uciekinierami, którzy siedzieli bądź leżeli - jak kto mógł - na gołej podłodze wagonów. Byliśmy pilnowani w dalszym ciągu przez towarzyszącą nam eskortą. Nie dostaliśmy nic do picia ani jedzenia. Krańcowe wyczerpanie i potrzeba snu wzięły górę nad głodem, pragnieniem, niepewnością i lękiem - ludzie posnęli.
     Wczesnym rankiem Niemcy wypędzili nas z wagonów i pospiesznie przeprowadzali selekcję. Ludzi młodych, zdrowych, bądź wydających się podejrzanymi o udział w Postaniu wybierali z tłumu, rozdzielali wprost brutalnie z ich rodzinami i odprowadzali do różnych hal warsztatowych, na przykład mężczyzn do hali VI. Jak się później okazało ludzie ci w najlepszym razie kierowani byli na roboty przymusowe do Reichu, część z nich wysłana została do obozów koncentracyjnych. W taki właśnie sposób brat mojej matki Edward Szumski - człowiek zaangażowany w konspiracji, wywieziony został do obozu koncentracyjnego w głąb Niemiec, gdzie zginął z rąk hitlerowców.
     Kobiety z dziećmi, ludzi starszych, chorych, słabych itp. kierowali do hali I. Trafiłem również tam wraz z moją matką i ranną w nogę babcią. Warunki były tam fatalne: tłum ludzi, zaduch, ciasnota, brud, prowizoryczne latryny przy barakach, woda nie nadająca się do picia, nie sprzątana betonowa podłoga, na której leżały płyty wiórowe bądź maty słomiane.
     Usiedliśmy na naszych tobołkach rzuconych na podłogę hali. Po okrutnym wysiłku i przeżyciach wczorajszego dnia byliśmy przygnębieni i jacyś otępiali.
     Na hali byli ludzie wypędzeni z Woli, Ochoty, zaczęli przybywać również udręczeni mieszkańcy Starówki. Dowiedzieliśmy się od towarzyszy niedoli, że ludzie z hali I przewidziani będą do wywozu na teren tzw. Generalnej Guberni oraz że opiekuje się tutaj nami Czerwony Krzyż i RGO. Istotnie na hali byli polscy lekarze i sanitariuszki, ludzie z opaskami Czerwonego Krzyża i przedstawiciele RGO. Mieli oni pełne ręce roboty, ponieważ ludzie potrzebowali wszelakiej pomocy. W miarę posiadanych możliwości oni nas karmili i leczyli. Słyszeliśmy, że władze niemieckie nie dały ze swej strony żywności ani lekarstw dla ludzi trzymanych w obozie pruszkowskim. Widzieliśmy natomiast jak Niemcy penetrowali naszą halę, wybierając z niej jeszcze młode osoby, którym udało się tutaj jakoś dostać. W ciągu dnia otrzymaliśmy coś do picia i jedzenia: kawa, chleb, zupa. Siedziało się na ziemi i własnych tobołkach, czas dłużył się w niepewności. Spaliśmy w ubraniach na przemoczonym barłogu, mając pod głową nasz wysiedleńczy bagaż.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten