Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Jadwigi Szmidt


     Powstanie Warszawskie w dniach 1 VIII - 30 IX 1944 roku przeżyłam z dwiema córkami w wieku 3 lata i 8 miesięcy, matką i siostrą Marią na Żoliborzu.
     18 VIII 1944 roku zginął w obronie Żoliborza mój brat Jan Wojtyra i został pochowany na dziedzińcu naszego domu przy ul. Krasińskiego 18.
     Rankiem 1 X 1944 roku zostaliśmy wyciągnięci z piwnic przez oddziały żołnierzy niemieckich. Wyszliśmy z podniesionymi rękami bez możliwości zabrania nawet najpotrzebniejszych rzeczy osobistych. Wśród płaczu dzieci, jęków ludzi chorych i niedołężnych zebrano nas pod bramą. Do ciasno zbitej gromady Niemcy dołączyli coraz to nowych ludzi potrącanych i popędzanych kolbami.
     Nasz dom był jedną z kolonii Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, w której mieszkało 250 osób. Po dwóch miesiącach pobytu w piwnicy, po nieustającym, narastającym uczuciu strachu i niepewności, głodni, niektórzy ranni, opuszczaliśmy nasz dom, będąc przekonani, że nigdy już do niego nie wrócimy. Wychodziliśmy z myślą, że uda się uratować życie najbliższych i własne.
     Uformowani w szeregi przeszliśmy ulicą Krasińskiego do Klasztoru Sióstr Zmartwychwstanek, otoczonego zwartym szeregiem czołgów. Byliśmy przez Niemców popychani kolbami karabinów. Nie starczyło czasu, aby obejrzeć się za siebie i rzucić ostatnie spojrzenie na opuszczony dom rodzinny. Z relacji, które dochodziły do nas z innych dzielnic, wiedzieliśmy, że Niemcy strzelali z czołgów do kobiet i dzieci wypędzanych z miasta. W długim szeregu wlokłyśmy się noga za nogą. Prowadziłam za rękę trzyletnią córkę Annę, a moja matka niosła chorą ośmiomiesięczną córeczkę Aleksandrę. Do uczucia strachu dołączyło uczucie straszliwego głodu. Od kilku tygodni żyłyśmy tylko sucharami i wodą. Po wejściu między czołgi zatrzymano nas i w tym momencie jak spod ziemi wyrósł przede mną żołnierz niemiecki, który rozejrzawszy się wokół siebie, powiedział szeptem po polsku: „Nie bójta się. Oni was nie zabiją, idziecie do obozu do Pruszkowa". Po tych słowach wyciągnął z chlebaka kostkę żołnierskiego chleba, wetknął go w ręce Anny i znikł za jakimś czołgiem. Oszołomione dziecko zwróciło się do mnie: „Mamusiu, Niemce dobre czy złe?". Cóż miałam tłumaczyć dziecku, które pierwszy kawałek chleba otrzymało po dwumiesięcznej głodówce z rąk wroga.
     Po chwili znowu komenda i szereg wygnańców ruszył przez spalone Powązki, Wolę na Dworzec Zachodni.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten