Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Jadwigi Szmidt


     Zapadł jesienny zmierzch, kiedy wsadzono nas do wagonów i przewieziono do obozu przejściowego do Pruszkowa. Zostaliśmy wepchnięci do olbrzymiej hali warsztatów kolejowych, gdzie na kamiennej podłodze i zgniłej słomie leżeli ludzie przygnani tu przed nami. Cały teren obozu został obstawiony przez Niemców.
     Początkowo nie można było rozróżnić osób, panował niesamowity zaduch, jęk rannych przeplatał się z przekleństwami i modlitwami ludzi. Z urywanych strzępów rozmów zorientowałam się, że rankiem odbędzie się selekcja. Matki z dziećmi i starcy zostaną wywiezieni na teren Generalnej Guberni, pozostali pójdą do obozów pracy lub obozów koncentracyjnych. Jedyną myślą było wydostanie się na wolność i ocalenie życia najbliższych. Zaczęły dziać się dantejskie sceny. Do matek mających dzieci podchodzili ludzie, ofiarowując złoto, dolary za „wypożyczenie" dziecka na moment przejścia przez punkt selekcji. Tej nocy obok nas matce skradziono kilkumiesięczne dziecko, która strudzona zasnęła na chwilę. Była to noc straszna. Czuwaliśmy nasłuchując i strzegąc dzieci, którym mogło zagrażać niebezpieczeństwo porwania.
     Nad ranem udało się nam uniknąć przejścia przez punkt kontrolny, bowiem przez dziury w płocie z drutów kolczastych wydostałyśmy się na główną ulicę obozu i pod osłoną wozów rozwożących chleb i zupę, przedostałyśmy się do baraku przeznaczonego dla matek z dziećmi i starców. Na razie byłyśmy jako tako bezpieczne. Zauważyłyśmy ze zdziwieniem, że po baraku kręciły się gorączkowo niemieckie pielęgniarki. Pomagały podnosić ze słomy leżące kobiety i dzieci, ustawiając je znowu w szereg, ale tym razem bez wrzasków i popychania. Po około godzinie wszystko się wyjaśniło. Przy wyjściu z baraku każdemu dziecku wtykano do ręki puszkę skondensowanego mleka, a do stojących wagonów kolejowych zostałyśmy wsadzone przy usłużnej pomocy Niemców. Nic nie można było zrozumieć. Ale oto jedno spojrzenie w bok i sprawa się wyjaśniła. Tego dnia przedstawiciele Międzynarodowego Czerwonego Krzyża przyjechali na lustrację obozu, byli zainteresowani losem wypędzonych warszawiaków i opieką władz niemieckich.
     Szum kamer filmowych, trzask aparatów fotograficznych, zdumione spojrzenia przybyszów, wyreżyserowana uprzejmość niemiecka i dławiące w gardle łzy, których wypłakać nie można.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten