Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Janiny Loth-Borkowskiej


foto
 

Jak się potoczyło pani życie w tych pierwszych, powojennych latach?

            Skończyłam liceum. Jeździłam do Szachtmajerowej do Komorowa. Szłam ze Zgoda na ul. Niemcewicza, stamtąd ruszała kolejka EKD (teraz nazywa się WKD), jechałam do Komorowa. Zimą - jak wracałam - to po ciemku, przez te gruzy, przez całą Ochotę. Człowiek się wtedy nie bał chodzić po Warszawie, teraz się ludzie boją. Po całym mieście chodziło się pieszo.

Gdzie do szkół chodzili siostra i brat?

            Siostra, po powrocie do Warszawy, bardzo chorowała i mama ją wywiozła do Rabki do Nazaretanek. Była tam chyba cztery lata. Brat poszedł do [liceum] Batorego, później do Konopnickiej, a potem do Milanówka. On był bardziej zajęty sportem niż nauką. Skończył tę jedwabniczą szkołę w Milanówku i pojechał do Łodzi, bo interesowało go farbiarstwo. Tam studiował na Politechnice. Nie udało mu się skończyć tej uczelni, bo musiał iść do wojska. Wzięli go do karnych batalionów, do kopalni. On miał 6 lat, jak zginał ojciec.

Gdzie zginął ojciec?

            Z generałem Dreszerem, jeszcze przed wojną, w 1936 roku [w katastrofie lotniczej zginęli: gen. dyw. Gustaw Orlicz-Dreszer, ppłk. dypl. Stefan Loth i pilot - kpt. Aleksander Łagiewski]. Brat bał się tej kopalni, jak diabła. Miał tam wypadek. Urwały się wózki, z jednego z kolegów została miazga, drugiemu ucięło nogi, mój brat miał pękniętą miednicę. Byłyśmy bardzo zdziwione, gdy przyszedł list z kopalni, bo byłyśmy przekonane, że on jest w wojsku. Chciałam interweniować, ale prosił, żebym nic nie robiła, bo będzie jeszcze gorzej. To były te karne bataliony. Wszystkim tłumaczono, że to są przestępcy.

Co się z nim stało po tym wypadku, trafił do szpitala?

            Tak, był w Zabrzu w szpitalu. Kiedy wrócił, strasznie się bał. Porucznikowi, który tam dowodził zaczął pisać przemówienia 1-Majowe. Potem porucznik zrobił maturę, a brat pracował w kancelarii u niego. Kiedy brat wrócił z wojska, to mama dostała pochwalny list, że wychowała takiego syna-patriotę. Najpierw bandyta, a potem patriota, bo pan porucznik maturę zrobił. To były czasy niesamowite.

Czy pani poszła na studia?

            Nie. Pracowałam i szybko wyszłam za mąż.

A gdzie pani pracowała?

            Pierwsza moja praca była w PZPN. Tam było mnóstwo przedwojennych kolegów taty. (Mój ojciec był jednym z czołowych piłkarzy Warszawy, a stryjek Jan Loth był słynnym bramkarzem. Potem ojciec był selekcjonerem w PZPN).

            Odeszłam z PZPN, kiedy zaczął się GKKF i zaczęli robić swoje porządki.

Na jakim stanowisku pracowała pani w PZPN?

            Byłam urzędniczką. Potem odeszłam. Wyszłam za mąż, chowałam dzieci, wnuki. Teraz mam już sześcioro prawnucząt, siódme w drodze. Już czas odpocząć.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten