Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Bożeny Myślińskiej


foto

     Pojechaliśmy w stronę Piastowa i nas tam wyrzucili, bo w Pruszkowie byli Niemcy i obóz. Wysadzili nas w tym Piastowie i pani Zaleska, która mieszkała na II piętrze u nas, ona tam miała swojego syna, który prowadził na rynku budkę z jakąś żywnością, artykułami spożywczymi. Tam się zatrzymaliśmy u niego w domu. Oddał nam pokój, w którym był jakiś pan i pani z synem, która wyjechała później do Łodzi.
Też mieszkańcy z Warszawy?
    
Tak.
A z Panią, kto był wtedy?
    
A ze mną była siostra i ciotka.
Czyli we trzy dostałyście się do Piastowa.
    
Tak. Byłyśmy tam przez jakiś czas, aż ciotka się skontaktowała z Jarocinem, z ciotkami i one starały się, żebyśmy przyjechały do Jarocina. Siostra pracowała u tego pana w tym kiosku.
A ten pan jak się nazywał?
    
Zaleski. On tam mieszkał z żoną i całą swoją rodziną. Siostrę kiedyś aresztowali. Była łapanka w Piastowie i w tym kiosku, jakaś była skrytka, do której ona się chowała, ale wtedy nie zdążyła się schować. Niemcy zabrali ją i wywieźli do Pruszkowa. Ciotka spakowała tę teczkę, co miałyśmy i poszłyśmy do Pruszkowa. Ja nie chciałam tam iść. Wiedziałam, że wywożą młodych do Niemiec na roboty, a starszych do Częstochowy. Ciotka koniecznie chciała jechać. Poszłyśmy do takiego punktu w tym Pruszkowie i ciotka zgłosiła się, że ona i ja chcemy jechać do Niemiec, tam, gdzie wywożą siostrę. Ale oni nas nie przyjęli. Pewno się zdziwili. Czy to byli Niemcy, czy to byli Polacy? Tego nie wiem. Pamiętam, że siedziałam na tej teczce i tylko myślałam, żeby jej nie zabrali i żeby nas nie chcieli wziąć. I nie wzięli nas. Wróciłyśmy do Piastowa z powrotem, a siostra nadal była w obozie. Po trzech dniach siostra wróciła nocą. Okazało się, że jak była selekcja w Pruszkowie do Niemiec i do Częstochowy, ona wtedy zaciągnęła chustkę na głowę i kiwnęła na takiego, co pilnował. On się odwrócił i ona przebiegła do tej grupy do Częstochowy. Przyjechała do Tomaszowa Mazowieckiego. W Tomaszowie pociąg zatrzymał się w polu i tam wysiadła. Spotkała kolejarza, idącego ze służby, który zapytał, gdzie ona tu idzie? Wrócił się z nią do stacji. Kupił bilet. Dał ją pod opiekę pewnej przekupce i przyjechała do nas.
Także wielka radość zapanowała w domu.
    
Siostra się odnalazła bardzo zawszawiona. Potem było prasowanie, pranie, mycie, bo to i włosy zawszawione, ubranie i wszelkie rodzaje wesz ona miała. Potem automatycznie to się rozniosło na nas.
Mieszkaliście w tym Piastowie aż do przybycia frontu?
    
Nie. Potem ciotka z Jarocina napisała do Opoczna, bo tam zostali wywiezieni jarociniacy i umówiła się tak, że każda z nas trafi do kogo innego. Ciotka do jednych kupców, siostra do drugich i ja do trzecich. Każda z nas oddzielnie mieszkała. Zajechaliśmy do tego Opoczna i wtedy już razem nie mieszkałyśmy. Nikt nie chciał utrzymywać trzech osób.
Ale utrzymywałyście kontakty ze sobą nadal?
    
Tak i tam nas zastał front rosyjski. Ale tam były bitwy bardzo zacięte.
Jak to sobie Pani przypomina te wydarzenia?
    
Ja pobiegłam do siostry, bo ci, u których byłam, mówili mi: „idź do siostry, żebyście były razem", więc ja pobiegłam do tych kupców. To byli kaletnicy. Oni buty sprzedawali. Front ruszył. Raz byli Rosjanie, raz byli Niemcy. Tam chyba przez trzy dni toczyły się walki. Weszłyśmy na pole i na tym polu była taka stodoła. W tej stodole myśmy się przechowały. A z ciotką nie miałyśmy kontaktu, bo mieszkała u Nawrockich (on był fryzjerem; to byli bardzo starzy ludzie). Ona z nimi przebywała i im pomagała. Potem wróciłyśmy do Opoczna, po tych wszystkich działaniach, z tym, że wtedy już byli Rosjanie. Pamiętam, że przedtem były wykopane takie rowy przeciwczołgowe i tam bardzo dużo Niemców zginęło w walkach z Rosjanami. Widziałam, jak wyrzucali ciała. To byli już goli ludzie. Wrzucali ich do rowów i zalewali wapnem, także pod całym Opocznem jest pochowanych pełno Niemców.
Jak Pani zapamiętała wejście Sowietów do Opoczna?           
     Okropnie. Ja miałam dwa razy możliwość poznania Rosjan. Raz w 1939 roku, gdzie byli bardzo eleganccy i przyzwoicie się zachowywali, a tutaj byli ordynarni. Pewien żołnierz wjechał na koniu do kuchni, tam, gdzie byłyśmy i był ten pan z żoną. Jak żołnierz obrócił się na koniu, to nie było gdzie się schować, zawsze się tym ogonem dostało. Zwrócił się do tego pana, aby pokazał „czasy". On pokazał na budzik. Nie, pokazał na łańcuszek. Potem zaczął mu bronią grozić i w nas celował, w siostrę celował, w tę żonę celował i ja powiedziałam mu, że „niech Pan pokaże mu tę godzinę". To był tylko moment. On wyciągnął ten zegarek, ten odciął, konia zaciął i wyjechał. Tamten stracił jakiś zabytkowy zegarek, który miał z I wojny światowej, z dedykacją. Ale uratował rodzinę, siebie i nas.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten