Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Jerzego Pawlaka


foto

     Wróciłem do zakładu wychowawczego przy ulicy Puławskiej tuż koło kościoła. Ponieważ ulica Dolna grubo wcześniej przestała istnieć. Tu było kilka sióstr zakonnych i nas chłopców około 46-ciu w wieku od 11-tu do 26-ciu lat. Gnieździliśmy się w kilku ciasnych piwnicach domu murowanego. Nikt mnie o nic nie pytał. Myślę, że byli zadowoleni raczej, że nie musieli mnie karmić. Ten niepewny okres oczekiwania i ta przerażająca cisza i to na głodnego, bo zakład już nie miał żadnej żywności, a co najważniejsze brak było nawet wody. Tak siedzieliśmy chyba 2 lub 4 dni. Jakże nieskończenie wlokły się te dni. Aż któregoś dnia przed naszym wejściem do piwnicy, stanął szkop z rozpylaczem w ręku i z zawiniętymi rękawami, a zza cholew saperskich wystawały po 2 granaty na patyku. Stał z rozkraczonymi nogami i darł się: "Alles raus! Sznell faflukta!" ["Alle raus! Schnell verfluchte!"]. 
     Wychodziliśmy pomału z piwnicy w szpalerze szkopów. Stali na rozstawionych nogach, trzymając w rękach rozpylacze gotowe do strzału. Popędzali wołaniem, "alles raus hund" ["alle raus hunde"]. Byłem zadowolony, że nareszcie na powietrzu, niech się dzieje co chce. 
     Wyprowadzono nas na ulicę Puławską tuż przy parku Dreszera. Tu stał cały tłum cywilów, a z ulicy Odyńca dochodzili następni. Zauważyłem, jak szkopy doprowadzają małe grupki mężczyzn do grupy większej, ale przechodząc w szpalerze, rzucają na ziemię broń. A była tam już dość pokaźna sterta leżącej broni różnego kalibru. Po zdaniu uzbrojenia powstańcy dołączali do większej grupy, już rozbrojonych kolegów.
     Siostry zakonne zebrały nas w niewielką grupkę. Krążąc wokoło nas, jak kwoki wokół swoich kurcząt. Pamiętam, jak jakaś rodzina, trzymając się za ręce, szła torami tramwajowymi w kierunku Dworca Południowego, bo w tamtym kierunku gnali nas szkopy. Nagle nastąpił wybuch aż kłąb czarnego dymu wzbił się do góry. Następnie słychać było krzyk, płacz i wołanie o pomoc. To ta rodzina, trzymająca się za ręce, trafiła na minę. W miarę, jak zbliżaliśmy się do Dworca Południowego, cywilów przybywało. Dołączali do naszego pochodu z bocznych ulic, przynaglani przez szkopów.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten