Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Jerzego Pawlaka


foto

     W kwietniu 1947 r. wstąpiłem do Ochotniczej Brygady Odbudowy Warszawy, mieściliśmy się w parku Traugutta tuż przy Cytadeli. Dowódcą był gen. bryg. Marian Spychalski. Turnus trwał 3-y miesiące. Umundurowani w wojskowe mundury i obowiązkowa musztra. Przebijaliśmy późniejszą ulicę M. Nowotki przez tereny Getta od Dworca Gdańskiego do pl. Bankowego. Współzawodniczyliśmy z brygadami międzynarodowymi jak: Węgrzy, Czesi, Francuzi, Jugosłowianie, Bułgarzy. Nasze narzędzie pracy to: kilof, oskard, łopata, taczka. Układaliśmy sami tory i pchaliśmy wózki z gruzem nad Wisłę. Nie otrzymywaliśmy za tą pracę zapłaty. Na zakończenie turnusu odbyła się defilada na terenie obozu z taczkami, oskardami, kilofami, łopatami. Wręczenie dyplomów i skierowanie do szkół zawodowych, do jakich kto się zapisał. Ja zgłaszałem chęć do szkoły sztuk pięknych, ale powiedziano mi, że jeszcze takich szkół nie ma. Zapisałem się, więc do Szkoły Przysposobienia Przemysłowego w Będzinie elektrotechniczna. Inni ochotnicy rozjechali się po całym kraju jak: Łódź, Kielce, Szczecin, Poznań, Wrocław, Żagań, Bielsko itd. 
     Do Będzina przyjechaliśmy nocą i było nas 178 młodzików, zbieranina z całej Polski. Wychowawcami byli przeniesieni z wojska sierżanci, podporucznicy, kapitanowie. 
     Od samej pobudki zaczęto nas gonić niemiłosiernie zupełnie jak w karnej kompanii. Nasze protesty nie skutkowały nawet u kapitana. Efekt był taki, że 118 już uczniów się zbuntowało. Nie zwracając na groźby i krzyki wychowawców, ruszyliśmy całą gromadą, rozwalając bramę po drodze, wkroczyliśmy na peron dworcowy, ponieważ byliśmy umundurowani po wojskowemu, a i zachowywaliśmy się, jak rezerwiści dość luźno. Żadna siła nie mogła nas zawrócić ani przeszkodzić w powrocie do Warszawy. 
     Kiedy nadjechał pociąg, zajęliśmy dwa wagony i ze śpiewem ruszyliśmy do Stolicy. Po trzech godzinach przyszedł kontroler sprawdzić bilety. Ktoś się wyrwał i zawołał: "Porucznik ma nasze rozkazy wyjazdów i jest w innym przedziale z jakąś cizią. Szukaj a znajdziesz, jak mawia pismo święte ojczulku! Ha ha ha!" Chłopcy grali w karcięta, inni słodko spali, reszta śpiewała, drąc się w niebogłosy, fałszując okropnie. 
     Kontroler zaglądał do nas jeszcze ze dwa razy, narzekając, że nie może porucznika znaleźć. Żartowniś od niechcenia uspakajał kontrolera, że w Warszawie się na pewno znajdzie porucznik i będzie po bólu. Krótko przed Warszawą przypięliśmy dystynkcje starszemu koledze, umawiając się, że w Warszawie wysiadamy, tworzymy kolumnę i ze śpiewem opuszczamy dworzec, kierując się do parku Traugutta, a jak kontroler zbliży się do ciebie to mu powiesz, że: "Mój goniec zabrał moją raportówkę i poleciał do dowództwa, a właśnie w tej raportówce są wszystkie nasze papiery". I tak się stało, że bez przeszkód dotarliśmy do obozu. Zgłaszając chęć przystąpienia na drugi i ostatni turnus w Ochotniczej Brygadzie Odbudowy Warszawy. Dowództwo obozu przyjęło nas z otwartymi rękami. Nawet nie zmieniono regulaminu i już następnego dnia przystąpiliśmy do znanej nam pracy. Wrzesień 1947 r. zakończył się II turnus defiladą jak poprzednio, a także wręczeniem dyplomów z podpisem Spychalskiego. Ten drugi dyplom sprzedałem za 500 zł facetowi, bo powiedział, że na ten dyplom dostanie zezwolenie na otwarcie kiosku z fajkami. Tym razem skierowano mnie do Szkoły Przysposobienia Przemysłowego nr 22 w Poznaniu. Była to szkoła Metalowa jednoroczna. Po jej skończeniu zobowiązani byliśmy przepracować dwa lata w miejscu wskazanym przez Ministerstwo. W szkole byłem Setnikiem kompanii 4-tej. Dowódcą był por. Lange poznaniak. 
     Wrzesień 1948 r. ukończyłem SPP nr 22. Odróbkę dwuletnią zacząłem w Zakładach Metalowych H. Cegielski w Poznaniu. W trakcie odróbki przyjęto mnie do Ogniska Kultury Plastycznej za pośrednictwem Gazety Poznańskiej z dnia 3 kwietnia 1949 r. nr 92. Kupując gazetę za 5 zł, z artykułu pt. "Jeszcze Jeden Robotnik Będzie Artystą Malarzem", dowiedziałem się o swojej świetlanej przyszłości. Kiedy skończyła się odróbka, powołano mnie 16 listopada 1950 r. do wojska, które odsłużyłem w 41 Pułku Artylerii Lądowej ["] w Gdańsku. Jeszcze przed przysięgą stawałem przed komisją w szpitalu Marynarki Wojennej z orzeczeniem (niezdolny do służby w czasie pokoju), ponieważ w umundurowaniu ważyłem 48 kg. Ale nie zwolniono mnie do cywila, ponieważ potrzebny byłem w sztabie pułku, ażeby rysować i kreślić mapki alarmowe. 
     W listopadzie 1951 r. skierowany zostałem do Torunia na 6-cio miesięczny kurs podoficerów sanitarnych. Na nocnych ćwiczeniach straciłem przytomność i znalazłem się w szpitalu. Diagnoza: 7-miokrotne ostre zapalenie ucha środkowego. Kiedy pękł mi bębenek, a dzwony chciały mi rozsadzić czaszkę, Komisja Wojskowa Okręgowego Szpitala w Toruniu orzekła: Niezdolny do służby wojskowej w czasie pokoju. Wysłany do Garnizonu Gdańsk, skierowany do Klubu Oficerskiego, jako: bibliotekarz, dekorator, pisarz, kinooperator, kreślarz. W listopadzie 1952 r. zwolniony do cywila przyjechałem do Warszawy.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten