Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Mariana Grzegorza Bergandera


foto

Na podwórze wpadli Niemcy. Zdążyłem tylko wetknąć w szparę między deskami opaskę, którą już w tym dniu nosiłem i orzełka z czapki - narciarki. Na ulicy, przed domem popędzając nas kolbami Niemcy sformowali z ludności znajdującej się w tym czasie, w tym budynku, na dwie grupy i pognali nas ulicą Wronią do ulicy Chłodnej i dalej ulicą Wolską. Była jeszcze noc. Po drodze padały strzały i coraz to jedna z pędzonych osób zostawała na ziemi. Po drodze przechodziliśmy koło naszego domu (Chłodna 68). Akurat nasze mieszkanie (mieszkaliśmy od ulicy) płonęło pełnym ogniem. Doprowadzono nas do kościoła św. Wojciecha na Woli. Pierwszą grupę, w której był mój ojciec, rozstrzelano na placyku przed kościołem. Nasza grupa czekała na swoją kolej na ulicy. Pamiętam, że zaczęło wtedy świtać. Po rozstrzelaniu pierwszej grupy, kazano nam wejść na teren kościoła i stanąć na prawo od wejścia pod otaczającym kościół murem. Czekaliśmy na nasz koniec. Do egzekucji tej grupy nie doszło. Dlaczego? Jest to do dziś dla mnie zagadką. Wprowadzono nas po jakimś czasie do wnętrza kościoła, skąd po kilkunastu godzinach (wczesnym popołudniem) popędzili nas pieszo w stronę Pruszkowa. Po drodze w Gołąbkach udało mi się wraz z moją matką i siostrą zbiec z maszerującej kolumny. Później matka moja odnalazła krewnych w Piastowie i tam doczekaliśmy wyzwolenia.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten